Kojarzycie to uczucie, kiedy czytacie na prawdę dobrą książkę? Ale nie taką "dobrą" tylko "DOOOOOBRĄ", której nie chcecie za żadne skarby tego świata [czyt. za żadne inne książki] skończyć, ale jednocześnie nie możecie się doczekać, by dowiedzieć się jakie będzie zakończenie. A gdy już ten przerażający moment przyjdzie do nas, tupiemy nogami, krzyczymy, a w skrajnych przypadkach piszemy do wydawnictwa, by może łaskawie pospieszył się z wydaniem kolejnej części. No bo dlaczego oni tak z tym zwlekają, jak ja tutaj cierpię?! Okrutnicy. A o rozpoczęciu nowej lektury nawet nie ma mowy.
