19.01.2015

"Casino Royale" reż. Martin Campbell

Tytuł: "Casino Royale"
Data premiery: 14 listopada 2006
Gatunek: sensacyjny, akcji
Reżyseria: Martin Campbell

Na podstawie: "Casino Royale" - Ian Fleming
Ocena: 8/10

"My name is Bond. James Bond."
"Casino Royale" przedstawia Jamesa Bonda (Daniel Craig) zanim jeszcze otrzymał swą licencję na zabijanie. Lecz Bond nie jest wcale mniej niebezpieczny. Po dwóch zawodowych zabójstwach otrzymuje status agenta "00". "M" (Judi Dench), szefowa brytyjskiego wywiadu, wysyła świeżo upieczonego agenta 007 z jego pierwszą misją na Madagaskar, wyspy Bahama, by trafił w rezultacie do Czarnogóry stając twarzą w twarz z Le Chiffrem (Mads Mikkelsen), bezwzględnym bankierem światowej organizacji terrorystycznej. By odzyskać stracone fundusze swoich niebezpiecznych klientów, zdesperowany bankier gra o wysokie stawi w pokera w Casino Royale. Departament Finansów dostarcza Bondowi 10 milionów dolarów, jako stawkę w grze. Pieniądze i agent znajdują się pod uważną obserwacją Vesper Lynd (Eva Green). Bond jest początkowo sceptyczny w stosunku do Vesper i zabezpieczenia, jakie może ona zapewnić. Jego zainteresowanie kobietą jednak szybko rośnie, kiedy oboje unikają niebezpieczeństw. W końcu dostają się w ręce przebiegłego i okrutnego Le Chiffre'a. A Bond otrzymuje swoją najważniejszą w życiu lekcję: nie ufaj nikomu.


Już na samym początku widać, że będzie to produkcja wyjątkowa. Pierwsza scena, czarno-biała, dała temu wyraźny sygnał. 

„Coś się kończy, coś się zaczyna” głosił Andrzej Sapkowski. Jak widać ta fraza odnosi się nie tylko do Wiedźmina. Koniec Pierce'a Brosnana jako agenta jej królewskiej mości, to początek wielkiej kariery Daniela Craiga w tej roli. „Casino Royale” to także początek początków, pierwsza historia o Jamesie Bondzie jaka powstała. Wydana w 1953 roku powieść Iana Fleminga o tym samy tytule opowiada o pierwszych krokach naszego agenta jako 007.

Pierwsza misja nie oznacza, że będzie lekko. 007 zostaje od razu wypuszczony na głęboką wodę i staje twarzą w twarz z Le Chiffre - człowiekiem odpowiedzialnym za finanse terrorystów na całym świecie i matematycznym geniuszem. W tej roli znany wielu miłośnikom seriali dr Hannibal Lecter, czyli Mads Mikkelsen. Co tu dużo mówić, ten duński aktor spisał się świetnie w roli antagonisty. 


Zaznajomieni z bondowską filmografią na pewno zauważyli, że ta część przygód o agencie 007 jest bardziej brutalna i realistyczny. Nie ma płonących samolotów, wrogów, którzy zawsze chybią, laserów, niesamowitych pościgów i tym podobnych. Na całe szczęście twórcy zrezygnowali z tych kiczowatych i wydumanych efektów. Sam Bond też wydaje się bardziej prawdziwy. Ma swoje słabości i uczucia. Popełnia nawet błędy (i to całkiem sporo). Daniel Craig stworzy postać twardą i bezwzględną, której brak doświadczenia nie przeszkadza w byciu bardzo pewnym siebie. Mimo fali krytyki, po ogłoszeniu jego jako najnowszego Bonda, okazał się strzałem w dziesiątkę. 

No i jeszcze te niebieskie oczy! 
W „Casino Royale” bardzo ważnym motywem jest hazard, a dokładniej gra w pokera. Nie bez powodu to właśnie Bond, uważany za najlepszego gracza w MI6, dostaje misję polegającą na wygraniu turnieju, w którym udział ma wziąć także Le Chirfle. Rozgrywka jest na bardzo wysokim poziomie, a i sumy są horrendalne. Głupia ja myślałam, że będą to najnudniejsze sceny, a tu takie zaskoczenie. Przy stole wiele się działo, a akcja nie zwalniała nawet na chwilą.

Od strony wizualnej także nie mam większych zastrzeżeń. Krew się leje, ale to dobrze. Dodaje to realizmu całej produkcji. Największe uznanie należy się za scenę z zawalającym się budynkiem. Perfekcyjna, nieprzekombinowana robota.

Warto tutaj wspomnieć o jeszcze jednej postaci - Vesper Lynd, grana przez Eve Green (notabene kolejna świetna kreacja). Sprytna i inteligenta dziewczyna, tak różna od znanych nam „dziewczyn Bonda”, została wyznaczona do współpracy z agentem 007 i nieźle namieszała w jego życiu. Co ciekawe jej pierwowzorem była kochanka Fleminga - agentka brytyjskiego wywiadu polskiego pochodzenia - Krystyna Skarbek. 


Kolejną rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, jest muzyka. Można powiedzieć, że piosenki promujące te produkcje stworzyły już swój własny nurt. Zaczęło się od prostego „James Bond Theme” Johna Barry'egio, było też „Live and Let die” McCartney'a (osobiście wolę cover zespołu Guns'n'Roses) oraz „Golden Eye” Tiny Turner (królowo, jesteś najlepsza), teraz postawiono na trochę mocniejsze brzmienie. Mimo że tak odmienne, „You know my name” Chrisa Cornella, wokalisty Soundgarden, idealnie oddaje klimat tej części. Dla mnie jedna z najlepszych bondowskich piosenek. 


Całość „Casino Royale” zaprezentowała się wspaniale. Filmy o Jamesie Bondzie są tak brytyjskie jak tylko może być agent jej królewskiej mości. Są garnitury, piękne kobiety, szybkie samochody i martini, oczywiście wstrząśnięte, nie mieszane. To właśnie tak wyróżnia tę serię na tle całej gamy filmów akcji. Wyróżnia zdecydowanie na plus.
_____
Film obejrzany w ramach:

2 komentarze:

  1. To zdecydowanie dla mojego narzeczonego. On uwielbia takie filmy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jednak wolę Bonda w starszym wydaniu :)

    OdpowiedzUsuń